Kategorie
Artykuły

Drzeworyt płazowski – multimedialne materiały warsztatowe i historyczne

Drzeworyty płazowskie, będące istotnym elementem historii sztuki, są ważnymi eksponatami dla polskiej kultury ludowej. Muzeum Etnograficzne w Krakowie, gdzie można znaleźć oryginalne klocki drzeworytnicze z Płazowa, podejmowało wiele inicjatyw promujących te drzeworyty. Były one eksponowane na wystawach w wielu miejscach w Europie. Tymczasem w swojej ojczyźnie, w Płazowie i na Podkarpaciu zostały zapomniane. Musimy to zmienić. Dlatego też powstała inicjatywa reaktywacji tej sztuki. Mamy narzędzia do tego!

Józef Lewkowicz z Nowego Sioła, oddalonego o 10 kilometrów od Płazowa, po zapoznaniu się z historią drzeworytu płazowskiego podczas rozmowy z animatorką kultury Anną Serkis-Wojtowicz i pasjonatem lokalnej historii Grzegorzem Ciećką, postanowił spróbować tej trudnej sztuki. Chciał się przekonać czy samouk rzeźbiący w drewnie i kamieniu da radę wykonać drzeworyt. Jego próba zakończyła się sukcesem i artysta, zafascynowany tą formą sztuki, zaczął wykonywać kolejne próbne drzeworyty, wzorowane na płazowskich.

By rozpocząć pracę z drzeworytem, należy najpierw przygotować sobie deskę. Nie może ona mieć sęków, ani innych skaz, musi też być idealnie prosta. Następnie nanosimy na nią rysunek. Do wykonania drzeworytu potrzebny jest nożyk albo rylec, w zależności, od tego, jakie komu narzędzie najlepiej odpowiada do dłubania czy wycinania. Linie, które narysujemy będą tym elementem, który pozostanie nienaruszony. Wycinamy czy też wydłubujemy tło. Gdy zostawimy same linie rysunku, na koniec przecieramy jeszcze deskę, by pozbyć się drzazg. Wówczas można przystąpić do wykonania odbitki. Nanosimy farbę na deskę, nakładamy na nią papier i wałkiem, ręką, czy innym sposobem, który uznamy za najlepszy dla nas odbijamy wzór. Tak powstaje odbitka z drzeworytu. Można ją również dodatkowo pokolorować. Właśnie tak wyglądały stare święte obrazki, zanim nie wyparły je nowoczesne formy drukarskie czy takie techniki, jak oleodruk. Z jednej strony były one ładne, ale z drugiej, zatracały znamiona indywidualności, produkowane masowo, w tysiącach egzemplarzy.

Drzeworyt jest jedną z najtrudniejszych do wykonania form graficznych. Potrzeba tutaj dużej precyzji i wytrwałości. Mało kto się zajmuje tą techniką, dlatego tym bardziej warto się nią zainteresować. Dla Płazowa, ziemi lubaczowskiej, a nawet Podkarpacia, drzeworyt płazowski to nie tylko stara sztuka ludowa związana z produkcją świętych obrazków, ale przede wszystkim niesamowita historia. Śmiało można powiedzieć, że twórczość zwykłego chłopa z Płazowa, wpłynęła na sztukę ludową w Polsce. Dzięki badaniom, jakie podjęto na temat drzeworytów płazowskich, zaczęło się inne spojrzenie na ludowiznę.

Józefowi Lewkowiczowi szczególnie bliska jest idea przywiązania do wzorów lokalnych i historii. Powoduje to, że człowiek funkcjonuje w rodzimym klimacie, pielęgnuje unikalne, regionalne tradycje i stara się przekazywać następnym pokoleniom kulturę, którą sam też współtworzy.

Działania Józefa Lewkowicza z drzeworytem, polegające na stworzeniu kopii oryginalnych klocków płazowskich, zainicjowane dzięki wsparciu stypendialnemu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, mają na celu przekazać prostą ideę sensu życia kolejnym pokoleniom, które coraz bardziej odrywają się od rzeczywistości i zaczynają żyć w wirtualnym świecie. Każdy człowiek może kreować i wpływać na rzeczywistość, tworząc coś. Skoro tak duży wpływ miał na kulturę drzeworyt z Płazowa, to czy nasza twórczość i działania nie mają potencjału stworzyć czegoś ważnego, choćby dla lokalnej kultury, na którą każdy z nas ma wpływ? Każdy z nas ma potencjał odegrania ważnej roli społecznej. Wystarczy spojrzeć na historię drzeworytu płazowskiego. Poprzez promowanie historii, organizowanie wystaw, organizowanie wirtualnych warsztatów, istnieje możliwość odrodzenia się tej starej sztuki w regionie w nowym wydaniu. Służyć temu mają materiały inspiracyjne. Warto poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z historią i warsztatem tej starej sztuki graficznej i być może odnaleźć siebie w tej sztuce.

# Artysta ludowy, Józef Lewkowicz, podejmuje wyzwanie stworzenia kopii drzeworytów płazowskich.

# Pierwsza część warsztatu, gdzie poznamy tajniki pracy drzeworytnika.

# Druga część warsztatu, gdzie poznamy tajniki pracy drzeworytnika. Ta część poświęcona jest wykonywaniu odbitek.

# Podkast z rozmową Józefa Lewkowicza i Grzegorza Ciećki na temat historii drzeworytu płazowskiego.

Substancja Kultury · Historia drzeworytu płazowskiego

# Podkast z rozmową Józefa Lewkowicza i Grzegorza Ciećki na temat warsztatu drzeworytu płazowskiego.

Substancja Kultury · Warsztat drzeworytu
Kategorie
Artykuły

Wernisaż wystawy „Józefa Lewkowicza powrót do korzeni. Drzeworyt płazowski i kamieniarka bruśnieńska”

Wczorajsza pogoda dopisała, na placu przy Zespole Cerkiewnym w Radrużu pojawiło się kilkadziesiąt osób by poznać lub po raz kolejny przypomnieć sobie historię drzeworytu płazowskiego i kamieniarki bruśnieńskiej. Po przemówieniu dyrektora Muzeum Kresów w Lubaczowie, głównego organizatora wystawy – pana Piotra Zubowskiego głos zabrali: Anna Serkis-Wojtowicz – animatorka kultury ze Stowarzyszenia Pasjonatów Ziemi Lubaczowskiej Tegit et Protegit, oraz sam artysta – pan Józef Lewkowicz, będący stypendystą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Po krótkim omówieniu profesji pana Lewkowicza, celu jego projektu jakim jest Reaktywacja dawnych warsztatów twórczości ludowej ziemi lubaczowskiej, przybyli goście wysłuchali wykładu pani Beaty Skoczeń-Marchewki – etnografki i starszego kustosza z Muzeum Etnograficznego w Krakowie.

Pani Beata opowiedziała o Macieju Kostrzyckim z Płazowa, którego drzeworytnicze klocki obecnie możemy podziwiać w Muzeum Etnograficznym w Krakowie, o tym jak znalazły się w Krakowie i zachwycie jaki budziły oraz budzą nadal u wybitnych artystów, etnografów i kolekcjonerów sztuki tj. Marii i Bronisława Dembowskich, Stanisława Witkiewicza, Józefa Mehoffera, Henryka Sienkiewicza, później Władysława Skoczylasa, twórcy polskiej szkoły drzeworytu.

Pan Janusz Mazur – historyk sztuki i kustosz Muzeum Kresów w Lubaczowie – opowiedział o historii kamieniarki bruśnieńskiej i zachęcił do zwrócenia swoich oczu w kierunku rękodzieł powstającego obecnie na naszych ziemiach. Zwrócił uwagę na wspaniałą inicjatywę pana Lewkowicza, która na nowo porusza ten stary wapień z bruśnieńskiego kamieniołomu aby nadać mu kształt figur i krzyży, które mogą powrócić na nasze tereny w nowej formie i jednocześnie kontynuować spuściznę dawnych artystów z Ośrodka Kamieniarskiego w Bruśnie Starym.

Link do wykładów udostępnionych przez Muzeum Kresów w Lubaczowie: kliknij TUTAJ

Niezwykle miłym wydarzeniem była wizyta na wernisażu potomków Macieja Kostrzyckiego z Płazowa, twórcy dawnych drzeworytów, którym pan Józef Lewkowicz wręczył odbitki swoich drzeworytów.

Wystawa stanowi podsumowanie stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przyznanego Józefowi Lewkowiczowi, w ramach którego podjął on próbę reaktywacji i kontynuacji ludowych tradycji na ziemi lubaczowskiej w zakresie drzeworytu płazowskiego i kamieniarstwa bruśnieńskiego. Na wystawie zobaczyć można trzy klocki drzeworytnicze jednostronne, jeden dwustronny i odbitki z nich. Drzeworyty posiadają rozmiary identyczne jak oryginały z Płazowa. Pomiędzy drzeworytami rozstawione zostały rzeźby z kamienia bruśnieńskiego, które są kopiami lub inspiracjami dawnych rzeźb kamieniarzy bruśnieńskich. Prace pana Lewkowicza uzupełnione zostały wystawą nowodruków drzeworytów płazowskich wydanych przez Muzeum Etnograficzne w Krakowie oraz nowodruków z klocków z Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej ze zbiorów Muzeum Kresów w Lubaczowie.

Współorganizatorem wystawy jest Stowarzyszenie Pasjonatów Ziemi Lubaczowskiej „Tegit et Protegit”, a jej partnerami: Powiat Lubaczowski, Gmina Cieszanów, Gmina Narol, Gmina Horyniec-Zdrój, Powiatowe Centrum Kultury w Lubaczowie, Fundacja Banku Spółdzielczego w Lubaczowie, Nadleśnictwo Narol oraz Nadleśnictwo Lubaczów. Patronat medialny nad wydarzeniem objęła TVP3 Rzeszów.

Wystawa będzie do zobaczenia w Radrużu do 30 listopada 2020 roku.
Muzeum przy Cerkwi św. Paraskewy otwarte jest dla zwiedzających od poniedziałku do niedzieli w godzinach 10:00 do 17:30
Informacje o wystawie znajda Państwo również na stronie Muzeum Kresów w Lubaczowie (kliknij TUTAJ).
Zapraszamy serdecznie!

Kategorie
Artykuły

Pierwszy krok do stworzenia drzeworytni roztoczańskiej inspirowanej tradycją płazowską

11 listopada był powodem, dla którego Grzegorz Ciećka postanowił, po wzięciu lekcji u drzeworytnika Józefa Lewkowicza, zrobić swój pierwszy oficjalny drzeworyt. Natchnienie dał Pomnik Wolności i pomysł pokazania Ducha Wolności z zerwanymi kajdanami niewoli, co idealnie wpisuje się w kolejną, bo już 102 rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę.

Projekt ten jest elementem procesu tworzenia grupy ludzi, którzy stworzą drzeworytnię roztoczańską inspirowaną działalnością rodziny Kostrzyckich w Płazowie w okolicy 1830 roku. Gdy tylko sytuacja sanitarna na to pozwoli, będą prowadzone działania, gdzie ludzie zainteresowani drzeworytem przez wirtualne szkolenia, będą mogli zobaczyć się na żywo i udoskonalić swój warsztat.

Kategorie
Artykuły

Drzeworyt płazowski – rzeźbienie historii

Zapraszam do przeczytania artykułu, który ma za zadanie wprowadzić czytelników w świat czystej inspiracji. Zadaniem tego artykułu jest pokazać, jak wokół drzeworytu płazowskiego można odtworzyć niezwykłe przenikające się historie. To co robimy dzisiaj, ma duży sens, bowiem może współtworzyć wspaniałą historię. Rysujemy szkic wydarzeń, które mogą niedługo zapoczątkować coś bezprecedensowego.

Władysław Matlakowski, warszawski chirurg, był jednym z pierwszych badaczy podhalańskiej sztuki ludowej. Jego publikacja: „Zdobienie sprzęt ludu polskiego na Podhalu. Zarysy życia ludowego” powstała między innymi dzięki niezwykłej kolekcji, jaką stworzyli Maria i Bronisław Dembowscy w swojej zakopiańskiej „Chacie”. Pożyczał on niektóre przedmioty z „Chaty” i szkicował je. Syn Władysława Matlakowskiego tak później opisywał izbę z pamiątkami u Dembowskich: „zalatywało stęchlizną od nagromadzonych przedmiotów w niej, sczerniałych od dymu i starości gratów, niegdyś przedmiotów codziennego użytku dawno nieżyjących już ludzi. Całość sprawiała wrażenie prasłowiańskiego cmentarzyska i martwoty. Wyobraźnia dziecka podsuwała mi myśl, że musi tam przy księżycu powracać duch tego, co latami całymi skarby te gromadził i przypłacił je śmiercią”. (chodzi tu o Bronisława Dembowskiego, który zmarł przez infekcję) [1].

Dembowscy, z wielkim zaangażowaniem, starali się zebrać ile to było możliwe ciekawych przedmiotów codziennego użytku, które od innych odróżniały się ciekawymi lokalnymi zdobieniami. Każdy z przedmiotów miał doczepiony kartonik z opisem i numerem, dzięki temu kolekcja miała szczególną wartość, tworząc małe muzeum. To właśnie to prywatne muzeum, było miejscem, gdzie Stanisław Witkiewicz dostrzegł potencjał unikalnego stylu zdobniczego Podhala. Rozmowy z Matlakowskim i Dembowskimi dały iskrę do powstania czegoś unikalnego, czyli stylu zakopiańskiego. Ponieważ dom Dembowskich był także salonem towarzyskim w Zakopanem, jedną z atrakcji dla bywalców było oprowadzanie po prywatnym zakopiańskim muzeum. Gośćmi, którzy bywali i zapoznawali się ze zbiorami Dembowskich były takie postaci jak: Helena Modrzejewska, Henryk Sienkiewicz, Władysław Zamoyski, brat Albert, Ignacy Jan Paderewski, Stefan Żeromski, Leon Wyczółkowski, Jacek Malczewski, Józef Mehoffer, Józef Piłsudski i wielu innych najważniejszych ludzi dla ówczesnej historii Polski [1]. Do końca nie wiemy, w jaki sposób znalazł się w kolekcji podhalańskiej drzeworyt płazowski, który wyraźnie odstawał aspektem regionalnym od reszty zbioru. Na pewno klocki z drzeworytem musiały zrobić ogromne wrażenie na Dembowskich i ich gościach, skoro były tam eksponowane.

Gościem „Chaty” Dembowskich, był także Feliks „Manggha” Jasieński, krytyk i kolekcjoner sztuki, potomek zamożnej i wpływowej rodziny ziemiańskiej. Był On globtroterem, fascynował się szczególnie sztuką japońską. Posiadał w swojej bogatej kolekcji 4600 drzeworytów japońskich (kolekcjonował także dzieła Albrechta Dürera). Jego zbiory są dziś podstawą wystaw Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej „Manggha” w Krakowie. Jednym z ulubionych twórców japońskich Jasieńskiego był Hokusai Katsushika. Najbardziej znany i ceniony artysta związany z drzeworytem japońskim. Jego twórczość była jednym z czynników, który wpłynął na rozwój nowego nurtu w sztuce – impresjonizmu. Sztuka japońska fascynowała Clade Monet’a a także Vincenta van Gogh’a, Paula Cezane’a i Paula Gauguin. Fascynacja japonizmem nie mogła też nie oddziaływać na polskich artystów. Józef Mehoffer razem z żoną kolekcjonowali drzeworyty japońskie, wielu innych z tej epoki inspirowało się tą niezwykłą sztuką. Wśród fascynatów był także Stanisław Witkiewicz. To właśnie fascynacja drzeworytem japońskim całej europy, w pewnym momencie, u ludzi interesujących się sztuką, a także stylem polskim i niezwykłym przejawem sztuki ludowej Podhala sprawiła, że posiadanie w swojej kolekcji polskiego drzeworytu i to oryginalnych klocków, a nie papierowych odbitek (!!!), było niezwykłym rarytasem. Taki rarytas posiadali w swoich zbiorach Dembowscy w Zakopanem, a Stanisław Witkiewicz dostrzegł jego potencjał – trzeba było go zbadać. Dlatego też zaczął rozsyłać odbitki do ludzi zajmujących się sztuką. Feliks Jasieński swego czasu powiedział: „Nauczmy się od Japończyków – być Polakami”, tłumacząc to w taki oto sposób: „Muzeum Japońskie w Krakowie – to najlepsza lekcja poglądowa dla polskich artystów i polskiego społeczeństwa: tak, u siebie, dla siebie, po swojemu tworzyć trzeba, tak sztuki potrzebować, tak ją kochać, tak jej twórców czcić.” [2]

Portret Feliksa Jasieńskiego, autorstwa Jacka Malczewskiegoźródło

Można powiedzieć, że właśnie dlatego rozpoczęło się tak duże zainteresowanie polskim drzeworytem od 1900 roku. Badacze sztuki i kultury ludowej widzieli w nim potencjał. Na fali fascynacji rodzimego drzeworytu wypłynął tylko, albo aż, Władysław Skoczylas, tworząc unikalny na skalę światową styl polskiego drzeworytu.

Zapewne II wojna światowa zmieniła trajektorię rozwoju trendu i zainteresowania tą sztuką. Wartość polskiego drzeworytu znało ówczesne krakowskie środowisko artystyczne, dlatego udało się kolekcję płazowską w całości pozyskać dla Muzeum Etnograficznego w Krakowie.

Poznając pewne aspekty rzeczywistości końca XIX wieku, możemy sobie wyobrazić i przede wszystkim docenić, najbardziej znamienity okres w polskim malarstwie i ogólnie sztuce. Był to okres nazwisk o międzynarodowym kalibrze. Praktycznie wszyscy oni ściągali do Zakopanego, modnego wtedy kurortu, który dawał nadzieję na poratowanie zdrowia, przeżycie przygody w dzikich górach i fascynacji całkowicie odmienną od reszty kraju kulturą lokalną.

Chyba historia dziś zatacza koło. Ponad 100 lat temu drzeworyt płazowski został zapomniany na ziemi lubaczowskiej. Stare obrazki, powstałe dzięki drzeworytom, sukcesywnie były zastępowane przez bezstylowe niemieckie oleodruki, które nie posiadały walorów artystycznych, były pierwszą masówką, która wyparła rękodzieło. Ta najtrudniejsza sztuka graficzna, jaką jest drzeworyt, odrodziła się w środowisku twórców i znawców sztuki, którzy na fali zainteresowania unikalną i rodzimą sztuką japońską, zaczęli wyszukiwać unikalnych macierzystych aspektów w Polsce. Wygrała wtedy idea zakopiańska. Była unikalna, hermetyczna i zdobyła odpowiednie grono pasjonatów, którzy szerzyli styl w społeczeństwie. Stanisław Witkiewicz dla wielu stał się pionierem polskiego designu, którego echa do dziś oddziaływają na nas. Oczywiście pierwotny zamysł estetyczny elity przełomu XIX i XX wieku rozpadł się i dziś mamy z niego już tylko uproszczenia, bez wiedzy na temat klimatu towarzyskiego i idei artystycznych. Dziś to tylko puste kopiowanie, z nie do końca określonym celem.

Trzeba było ponad 100 lat, by fascynacja drzeworytem płazowskim pojawiła się w ojczyźnie drzeworytu płazowskiego, czyli ziemi lubaczowskiej. By ta ziemia znów coś urodziła. Zafascynowany historią i sztuką drzeworytu, Józef Lewkowicz z Nowego Sioła, tworzy kopie płazowskich klocków. Jego działania przyniosły już ciekawe efekty. Drzeworyt zaistniał ponownie w regionie i zaczyna nowe życie. Drzeworytnik, otoczony regionalistami, animatorami kultury i artystami, zdopingowany do podjęcia poznania drzeworytu płazowskiego, dzięki tworzeniu ich kopii, dostaje kolejne wyzwanie, które elektryzuje wielu ludzi, to kontynuacja. Powstała bowiem niezwykła idea – jest nią utworzenie roztoczańskiej drzeworytni, czyli grupy ludzi, którzy tworzyliby drzeworyty. Proces jej inauguracji rozpoczęty miałby być poprzez dwa wydarzenia. Pierwszy to performance „Finisaż”, dla którego najlepszym miejscem byłoby Muzeum Kresów w Lubaczowie, w izbie chłopskiej, nawiązując do wydarzenia zapoczątkowania stylu zakopiańskiego w izbie w „Chacie” Dembowskich. Z jednej strony to zakończenie czegoś, czyli kopiowania, a z drugiej – chwila zbierania natchnienia wśród artefaktów kultury roztoczańskiej, jej lubaczowskiej części. Tutaj usiądzie Józef Lewkowicz, w miejscu, gdzie zalatuje stęchlizną od nagromadzonych przedmiotów, sczerniałych od dymu i starości gratów, niegdyś przedmiotów codziennego użytku dawno nieżyjących już ludzi. Całość sprawiająca wrażenie prasłowiańskiego cmentarzyska i martwoty. Wyobraźnia dziecka podsunie uczestnikom wydarzenia, że musi tam przy księżycu powracać duch tych ludzi, co latami całymi skarby te gromadzili. To hołd dla tych, co zadali sobie trud gromadzenia skarbów lokalnej kultury, a z drugiej strony możliwość obserwowania na żywo, jak tworzy się nowa historia.

Muzeum Kresów w Lubaczowie – izba chłopska

Efektem tego wydarzenia, będzie kolejne przedstawienie z niezwykłą wystawą w świątyni w Narolu. Wystawa będzie miała też elementy performance, gdzie spotkają się niezwykli ludzie. Uczestnicy wydarzenia będą mieć wyjątkową możliwość obcowania na żywo ze sztuką, czekać na nich będzie epifania.

[1] źródło informacji na temat Dembowskich: „Wierchy” 1994 tom 98

[2] japonia-online.pl

opracowanie Grzegorz Ciećka

Kategorie
Artykuły

Kolekcjonerzy reliktów i ich znaczenie dla kultury w dzisiejszych czasach

Zdjęcie w artykule, pokazuje niezwykłą kolekcję reliktów podhalańskich, które były kolekcjonowane przez Dembowskich i eksponowane w ich „Chacie”. Ta niezwykła kolekcja stała się zalążkiem dla muzeum w Zakopanem. Warto zastanowić się, skąd wziął się w tej kolekcji drzeworyt płazowski? Dziś te zbiory można oglądać w chałupie Gąsieniców Sobczaków. Drzeworyt płazowski trafił do Muzeum Etnograficznego w Krakowie.

Od dawna kolekcjonerstwo było domeną dobrze wykształconych ludzi. Poprzez swoje zbiory przedstawiali oni szczególną dziedzinę, którą się interesowali i zgłębiali ją. W wyższych sferach, obrazem dobrego gustu było posiadanie ciekawych zbiorów. Najpopularniejszą formą kolekcjonerstwa były sortymenty monet, książek, dzieł sztuki, militariów oraz zbiory przyrodnicze. Szczególnie po rozbiorach Polski, kolekcjonerstwo stało się jedną z metod na zachowanie rodzimej kultury i historii. Dlatego też zaczęły powstawać niezwykłe kolekcje związane z historią Polski, gdzie pojawiały się, dotychczas niedoceniane, „bohomazy” ludowe.

Takim szczególnym kolekcjonerem był Józef Gwalbert Pawlikowski, mający majątek w Medyce koło Przemyśla (więcej informacji TUTAJ).

W jego kolekcji, pośród wielu różnych eksponatów, z czasem znalazło się ponad 140 odbitek z ludowych drzeworytów. Pawlikowski współpracował z wieloma ludźmi, którzy nabywali dla niego drzeworyty, głównie z terenu ówczesnej Galicji. Pracował dla niego między innymi Kajetan Kielisiński, który był kustoszem jego zbiorów (lata 1834-1839). Jeździł on po targach i jarmarkach, umawiał się na spotkania z innymi kolekcjonerami, w celu wymiany dubletów, dzięki czemu zdobywał cenne eksponaty. Kielisiński w 1839 roku przyjął propozycję pracy od Tytusa Działyńskiego. Około roku przebywał w Oleszycach i następnie, w październiku 1840 roku, wyjechał do Kórnika w Wielkopolsce. Miał jednak nadal współpracować z Pawlikowskim, wyszukując mu eksponaty (Pamiętnik Biblioteki Kórnickiej, źródło TUTAJ).

Warto tu zadać pytanie, czy Kielisiński, przebywając w Oleszycach, nie natknął się na jakieś ciekawe, lokalne drzeworyty, może z Płazowa, które do dziś nie dotrwały i czy w kolekcji drzeworytów Pawlikowskiego nie ma odbitek, które mogłyby pochodzić z nieistniejących już klocków płazowskich?

Kolekcja Pawlikowskiego, może mieć szczególne znaczenie dla interesujących nas, nieistniejących już klocków drzeworytów płazowskich.

Jan Gwalbert Pawlikowski, nazywany „ojcem polskiej ekologii”  (poczytaj więcej TUTAJ), tak został opisany w „Gazecie Lwowskiej” Nr. 81 sobota 8 kwietnia 1939 r.:

„Zmarły niedawno Jan Gwalbert Pawlikowski należy do najznakomitszych umysłów polskiej kultury pierwszego ćwierćwiecza XX wieku. W swej świetnej działalności nic ograniczał się do jednej dziedziny, do zakresu związanego z zawodową działalnością. Z zawodu i studiów początkowych agronom, z biegiem lat staje się wielkim humanistą, uczonym i pisarzem o horyzontach rozległych, naprawdę ogólnoludzkich.”

Pawlikowski był zafascynowany Tatrami. Chodził po szlakach górskich już od 1876 roku, miedzy innymi z Adamem Asnykiem. Niedługo później wstępuje do Towarzystwa Tatrzańskiego, gdzie poznaje wielu ważnych ludzi związanych z kulturą polską. W 1897 roku, zafascynowany ideą stylu polskiego w architekturze, buduje niezwykłą willę, według projektu Stanisława Witkiewicza, nazywaną później „Pod Jedlami”. Dom ten z czasem staje się jednym z zakopiańskich ośrodków kulturalnych, gdzie rezydują takie osobistości jak: Jan Kasprowicz, Maryla Wolska, Henryk Sienkiewicz, Brat Albert, Sir Lawrence Alma-Tadema, Helena Modrzejewska, Jacek Malczewski, Jan Stanisławski, Leon Wyczółkowski i Stanisław Witkiewicz.

Pawlikowski musiał poznać Dembowskich. Debowscy z kolei, na pewno podziwiali jego bardzo bogatą kolekcję z Medyki, zawierającą: ekslibrisy, książki, numizmaty, grafiki, także ludowe. Dembowscy, mając styczność z takimi kolekcjonerami, jak rodzina Pawlikowskich, mogli podejmować różne ciekawe rozmowy, nie tylko na tematy kolekcjonerskie, ale jednocześnie, mając w salonie artystów grafików i etnografów, zgłębiać ich wartość, nie tylko artystyczną, ale i kulturową.

Pawlikowski zdobywał swoje eksponaty na zasadzie „polowania” i wymian. Podobnie robili Dembowscy, którzy uruchomili siatkę znajomości z góralami, dzięki Janowi „Sabale” Krzeptowskiemu. Jednym z najważniejszych dostarczycieli podhalańskich eksponatów był krewniak Sabały, jego imiennik, Jan Krzeptowski, młody i obyty wśród ludzi. Gdy w 1887 roku Dembowscy otworzyli „Czytelnię i Gospodę Ludową” w Zakopanem, jej prowadzenie powierzyli młodemu Janowi Krzeptowskiemu. Wszystkim bywalcom Zakopanego i członkom Towarzystwa Tatrzańskiego przyświecał wtedy jeden główny cel: stworzyć unikalną kolekcję zakopiańskich eksponatów ludowych, które zasilą Muzeum Tatrzańskie. Zbadać i opisać Tatry, zarówno pod kątem przyrody jak i kultury. Dzięki temu stworzyć nowy styl polski w architekturze, który byłby jednym z pomysłów na krzewienie polskości.

W „Chacie” Dembowskich przebywali, między innymi, tacy ludzie jak: Helena Modrzejewska, Adam Krasiński, Władysław Zamojski, Henryk Sienkiewicz, Adam Chmielowski, Ignacy Jan Paderewski, Stefan Żeromski, Leon Wyczółkowski, Jacek Malczewski, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Stanisław Witkiewicz, a nawet Józef Piłsudski (źródło informacji na temat Dembowskich: „Wierchy” 1994 tom 98).

Warto tutaj sobie zadać pytanie: po co, w przypadku drzeworytów płazowskich, opisywać tak szeroki kontekst historyczny?

Jednym z celów tych opisów jest pokazanie, że najznamienitsze postaci z historii Polski oglądały i podziwiały te drzeworyty. Z czasem, dzięki Stanisławowi Witkiewiczowi, stały się one jednym z ważnych czynników, które spowodowały, że środowiska naukowe zaczęły badać ludowy drzeworyt i ogólnie sztukę ludową. Dziś, drzeworyt ludowy z okolicy XIX wieku, należy do rzadkiej i cennej spuścizny kultury Polski.

Nawiązując do kolekcjonerstwa, które niewątpliwie kwitło w XIX wieku, warto zadać pytanie, jakimi kanałami do zbiorów Dembowskich trafiły klocki z drzeworytami płazowskimi. Dembowscy interesowali się tylko eksponatami podhalańskimi. W ich domu rodziła się idea stylu zakopiańskiego. Dlatego też, można być pewnym, że nie interesowali się poszukiwaniem ludowizny z terenu całego kraju. Możliwe, że podczas rozmów w „Chacie”, jeden z gości opowiedział o działającym jeszcze warsztacie w Płazowie, gdzie robiono odbitki z drzeworytu. Prawdopodobne jest, że jeden z gości „Chaty” Dembowskich, podarował gospodarzom taki drzeworyt. Zgodnie z obyczajem, przyjeżdżając w odwiedziny, zawsze przywozi się jakiś prezent dla gospodarzy. Być może drzeworyt płazowski był takim prezentem, dlatego znalazł się w zbiorze Dembowskich, chociaż nie miał proweniencji podhalańskiej.

Dziś, zbiory Dembowskich stanowią fundament kultury i sztuki dla Zakopanego, a kolekcje Pawlikowskich są jedną z podstaw polskiej kultury i historii. Tworzenie kolekcji ma bardzo dużą wartość, bowiem zachowuje się w ten sposób unikalną indywidualną wartość, związaną z życiem człowieka. Dlatego też warto patrzeć na lokalnych artystów, jako potencjalnych twórców elementów kultury regionu i kraju. Tak jak w przypadku drzeworytu płazowskiego.

informacje na temat Pawlikowskich: z-ne.pl, szlakstyluzakopianskiego.pl,

Kategorie
Artykuły

Józefa Lewkowicza powrót do korzeni. Drzeworyt płazowski i kamieniarstwo bruśnieńskie

Muzeum Kresów w Lubaczowie serdecznie zaprasza na wernisaż wystawy drzeworytów i rzeźb autorstwa Józefa Lewkowicza, który odbędzie się w budynku muzealnym w Zespole Cerkiewnym w Radrużu – Oddziale Muzeum Kresów w Lubaczowie w niedzielę, 20 września 2020 r., o godz. 15.
Wydarzenie odbędzie się z zachowaniem reżimu sanitarnego, w związku z czym wszystkich zainteresowanych prosimy o potwierdzenie obecności na wernisażu do czwartku, 17 września (tel.: 16 6321802, email: biuro@muzeumkresow.eu), a w czasie trwania wernisażu prosimy o przestrzeganie obowiązku zakrywania ust i nosa.
Współorganizatorem wystawy jest Stowarzyszenie Pasjonatów Ziemi Lubaczowskiej „Tegit et Protegit”, a jej partnerami: Powiat Lubaczowski, Gmina Cieszanów, Gmina Narol, Gmina Horyniec-Zdrój, Powiatowe Centrum Kultury w Lubaczowie, Fundacja Banku Spółdzielczego w Lubaczowie, Nadleśnictwo Narol oraz Nadleśnictwo Lubaczów. Patronat medialny nad wydarzeniem objęła TVP3 Rzeszów.
Wystawa stanowi podsumowanie stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przyznanego Józefowi Lewkowiczowi, w ramach którego podjął on próbę reaktywacji i kontynuacji ludowych tradycji na ziemi lubaczowskiej w zakresie drzeworytu płazowskiego i kamieniarstwa bruśnieńskiego. W budynku muzealnym w Zespole Cerkiewnym w Radrużu prezentowane są trzy jednostronne i jeden dwustronny klocek drzeworytniczy wraz z odbitkami (wśród nich m.in. wizerunek św. Kazimierza, św. Mikołaja oraz Chrzest Chrystusa), a także cztery rzeźby, powstałe m.in. na wzór zniszczonych rzeźb z Nowego Sioła, przedstawiających anioły i Matkę Bożą z Dzieciątkiem. Ekspozycje uzupełnią nowodruki drzeworytów płazowskich wydane przez Muzeum Etnograficzne w Krakowie oraz nowodruki z klocków z Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej ze zbiorów Muzeum Kresów w Lubaczowie.
Więcej TUTAJ
Kategorie
Materiały źródłowe

Informacja na temat drzeworytów, na ziemi lubaczowskiej, od Mieczysława Hawryliszyna

7 września, Józef Lewkowicz i Grzegorz Ciećka, zorganizowali wywiad z Panem Mieczysławem Hawryliszynem z Łówczy. Jest to jeden z niewielu już żyjących regionalistów, którzy starali się zbierać informacje (w tym przypadku) na temat regionu Łówcza – Ruda Różaniecka. Oto informacja, jaką pozyskaliśmy od pana Hawryliszyna, na temat drzeworytów:

„Na przysiółku wsi Doliny; Zadolińce, mieszkało 9 rodzin. W jednym z gospodarstw, gdzie była stajnia, na drewnianej ścianie była odbita z klocka Matka Boska, była pomazana fioletowym, niebieskim czy granatowym czymś tam.

W stajniach starano się też zrobić ochronę boską, w formie tych wizerunków i była to między innymi Matka Boska z Dzieciątkiem. Było to u rodziny Niemców. Wielkość obrazka około A4.”

Poniżej prezentujemy odbitkę drzeworytu płazowskiego, pochodzącą ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie (wymiary 28,0 x 19,8). Być może to ten wizerunek znajdywał się w stajni w Zadolińcach:

Kategorie
Materiały źródłowe

Jak wyglądał proces tworzenia odbitek drzeworytu?

Jednym z najważniejszych aspektów związanych z drzeworytem, jest proces i umiejętność, tworzenia odbitek z matrycy na papierze. Ludowe drzeworytnictwo nie miało jednego uniwersalnego sposobu, gdzie używano określonego sprzętu, na przykład prasy. Wszystko zależało od pomysłowości, prostoty i szybkości wykonania odbitek. Dlatego też bardzo często wykonywano je ręką. W gazecie „Orli Lot” z 1922 roku nr 3. (do przeczytania TUTAJ na 38 stronie) znajdziemy artykuł Jana Hryńkowskiego z ciekawymi informacjami (element opisu):

Kwestię kolorowania drzeworytów porusza „Orli Lot” z 1929 roku, nr 2, na 26 stronie, K. Guzik w artykule „Trzy Drzeworyty”. Artykuł do poczytania TUTAJ.

Ciekawe informacje na ogólny temat, związany z  drzeworytami, a także sposobie ich wytwarzania, znajdziemy w publikacji: „Rocznik Krakowski, tom XL, rok 1970”. Artykuł Ignacy Trybowski „Zbiór Drzeworytów Ludowych”, str. 92, do poczytania TUTAJ.

Element artykułu:

Kategorie
Artykuły

Drzeworyt płazowski – reaktywacja

Drzeworyt płazowski, to nie tylko stare rytowane deski, to też historia o tym, jak twórczość zwykłego chłopa wpłynęła na sztukę ludową w Polsce.

W średniowieczu drzeworyt wykorzystywany był głównie jako matryca drukarska. Na drewniane klocki nanoszono rysunki, wycinano lub wydłubywano tło, a następnie przy ich pomocy robiono odbitki na papierze, w podobny sposób, jak robi się pieczątki. Z czasem pojawili się ludowi drzeworytnicy, którzy sami potrafili stworzyć taką matrycę i produkowali przede wszystkim święte obrazki, trudniąc się jednocześnie kramarstwem. Sprzedawali takie ryciny głównie na odpustach i jarmarkach.

Podobnie było w Płazowie, gdzie Maciej Kostrzycki i jego rodzina, od okolicy 1830 roku, zajmowali się odbijaniem drzeworytów z wizerunkami świętych oraz scenami biblijnymi. Żona Macieja, Ludwika, była kramarką i sprzedawała te ryciny w okolicy na odpustach i jarmarkach. Większe obrazy zdobiły wiejskie chaty, mniejsze miały za zadanie chronić dobytek. Obrazki ze świętym Mikołajem były wieszane w stajni nad drzwiami, by chronić zwierzęta. Można było je znaleźć też w stodole nad zasiekami, w skrzyniach posagowych i w innych miejscach. Drzeworyty można było też znaleźć w wiejskich kapliczkach, cerkwiach i kościołach.

Odbitki ze świętymi odbijane były zazwyczaj na tanim, gorszej jakości papierze. By poprawić ich jakość i wartość były one kolorowane. Obrazki takie były często narażone na różne destruktywne czynniki, takie jak dym, mróz, wilgoć, nieczystości owadzie, stąd szybko się niszczyły. Do tego, od połowy XIX wieku, zaczęły być wypierane przez nowe, masowe i tanie formy druku. W porównaniu z wyraźnymi oleodrukami, przypominającymi malowane obrazy, odbitki drzeworytu były prymitywne, przypominały bohomazy dziecka.

W 1899 roku, gdy zmarł syn Macieja, jego imiennik, tradycja produkcji drzeworytów w Płazowie zanikła. Wcześniej, bo w 1891 roku, nieużywane już klocki zostały przekazane do kolekcji Marii i Bronisława Dembowskich w Zakopanem. Uznali oni, że są to cenne zabytki kultury ludowej i warto je uratować. W 1899 roku do Zakopanego trafiły ostatnie znane klocki płazowskie. Udało się zebrać razem 13 tabliczek, z których część była rytowana dwustronnie, co razem dawało 22 drzeworyty. Znaleźć na nich można między innymi przedstawienia: św. Antoniego, św. Mikołaja, św. Kazimierza, św. Jerzego, sceny biblijne, Maryję, Chrystusa i jedną kołtrynę z motywem kwiatowym. W okolicy 1900 roku, Stanisław Witkiewicz wykonał odbitki z drzeworytów i rozsyłał je do etnografów, różnych redakcji pism, zajmujących się kulturą i sztuką. Jego zaangażowanie spowodowało, że zaczęto szerzej badać drzeworyt, ale i też sztukę ludową.

„Ostatnia Wieczerza”, drzeworyt płazowski, odbitka z 1921 roku, wyd. Zygmunt Łazarski, źródło TUTAJ

Jednocześnie, klocki z Płazowa, o których się mówiło i pisało, były możliwe do pooglądania na żywo w willi „Chata” w Zakopanem, u państwa Dembowskich. Podziwiać je mogli, oprócz wielu badaczy ludowizny, także artyści tacy jak: Henryk Sienkiewicz, Stefan Żeromski, brat Albert (Adam Chmielowski) czy Helena Modrzejewska.

Maria Dembowska zmarła w 1922 roku. Rok wcześniej, jeden obustronnie rytowany klocek z drzeworytem, przedstawiający świętego Jerzego i Ostatnią Wieczerzę, podarowała Muzeum Etnograficznemu w Krakowie. 11 klocków z drzeworytem trafiło w ręce jednego z najwybitniejszych artystów Młodej Polski, Józefa Mehoffera, który wraz z żoną kolekcjonował modne wtedy drzeworyty japońskie. Jeden ofiarowała Dembowska swojej przyjaciółce, Wandzie Lilpopowej, pochodzącej z wpływowej warszawskiej rodziny przemysłowców. Miała ona w Zakopanem willę i w swoim salonie gościła twórców legendy Zakopanego, ze Stanisławem Witkiewiczem i Tytusem Chałubińskim na czele.

Co mogło tych ludzi fascynować w drzeworycie płazowskim? Odpowiedź jest prosta: oni doceniali umiejętności artystyczne zwykłych ludzi, którzy nie kończyli żadnych szkół. Fascynowali się ideą naturalnych umiejętności artystycznych człowieka, wynikających z jego indywidualnej wrażliwości. To też zetknięcie z czymś archaicznym, nieskażonym intelektem i zewnętrznym akademickim kagańcem. Artystyczna wolność i naturalna ekspresja, ten drzeworyt, to archetyp twórczości artystycznej. Dostrzec w nim można nawet podobieństwa do twórczości Pabla Picassa, z głównym aspektem, jakim jest upraszczanie formy.

„Chrystus Tronujący”, drzeworyt płazowski, odbitka z 1921 roku, wyd. Zygmunt Łazarski, źródło TUTAJ

Po kilku latach, państwo Mehofferowie i Pani Wanda Lilpopowa, dzięki zabiegom środowiska kulturalnego w Krakowie, między innymi córki Henryka Sienkiewicza – Jadwigi Korniłowiczowej, przekazali swoje drzeworyty płazowskie do Muzeum Etnograficznego w Krakowie. Dziś możemy je tam podziwiać na wystawie stałej, jako najcenniejszy zbiór tego typu. Drzeworyty płazowskie, będące istotnym elementem historii sztuki, są ważnymi eksponatami dla polskiej kultury ludowej. Muzeum w Krakowie podejmowało wiele inicjatyw promujących te drzeworyty. Były one eksponowane na wystawach w wielu miejscach w Europie. Tymczasem w swojej ojczyźnie, w Płazowie i na Podkarpaciu zostały zapomniane. Musimy to zmienić! Dlatego też powstała inicjatywa reaktywacji tej sztuki.

Działania podejmowane nie dotyczą tylko promocji medialnej, ale szczególnie cenna jest inicjatywa artysty ludowego z Nowego Sioła (oddalonego 10 km od Płazowa), Józefa Lewkowicza, który zajął się drzeworytem. Fascynacja drzeworytem u Pana Józefa zaczęła się od poznania historii z Płazowa, którą naszkicowali mu lokalni pasjonaci historii regionu i sztuki. Zgłosił się on do konkursu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, stając się jego laureatem. Jego zadaniem było wykonanie pięciu kopii drzeworytów płazowskich. Pozwoliły one nie tylko nabrać wprawy w tworzeniu ludowego drzeworytu, ale szczególnie, przywrócić tę sztukę w tym regionie. Pan Józef mówi, że drzeworyt zafascynował go i chce, by był on szczególnym wyróżnikiem jego twórczości.

Niektórzy badacze kolekcji płazowskiej uważają, że Kostrzyccy nie byli twórcami wszystkich drzeworytów, tylko używali ich do odbijania obrazków. Inni natomiast domniemają, że Płazów mógł być większym ośrodkiem drzeworytniczym i tylko mała część klocków dotrwała do naszych czasów. Przed nami jeszcze wiele historii do odkrycia i pracy do wykonania, by ta jedna z najtrudniejszych ludowych dziedzin sztuki wróciła na ziemię lubaczowską i Podkarpacie.

Fotografie autorstwa Anny Serkis-Wojtowicz. Opracowanie artykułu: Józef Lewkowicz i Grzegorz Ciećka. Działania związane z promocją lokalnej sztuki ludowej w ramach współpracy ze Stowarzyszeniem „Tegit et protegit” z Horyńca-Zdroju. Źródła informacji, dzięki którym został stworzony ten artykuł, znajdziecie na stronie drzeworyt.ziemialubaczowska.pl

Kategorie
Materiały źródłowe

Kim był Maciej Kostrzycki?

Artykuł Marii Przeździeckiej, z gazety „Ziemia” jest kluczowym materiałem prasowym dla historii drzeworytu płazowskiego. Znajdziemy tu informacje pochodzące od 71 letniego wnuka Macieja Kostrzyckiego – Michała.

Nie jest znana data urodzin Macieja Kostrzyckiego seniora. Jedyne źródło informacji o seniorze rodu Kostrzyckich w Płazowie, znajduje się w księdze parafialnej, gdzie zapisane są urodziny Macieja Kostrzyckiego juniora (łac. Mathias), z tym, że jako ojciec zapisany jest tam Mateusz (Mathaus) Kostrzycki. Wyszukiwarka geneteka.genealodzy.pl także ma zapisane w bazie danych imię Mateusz, a nie Maciej. W kolejnych księgach związanymi ze ślubami, Mateusz Kostrzycki zapisywany jest jako Maciej. Trudno powiedzieć, dlaczego w kolejnych księgach pojawia się już imię Maciej i jakiego typu błąd tutaj został popełniony.

Kostrzyccy mieli przybyć do Płazowa ze Złomów, wtedy część Łówczy, dziś Huta Złomy, samodzielna wieś. Zapewne Maciej (Mateusz) Kostrzycki ożenił się w Płazowie i osiadł w domu swojej żony (nr domu 104).

W Płazowie został kościelnym (funkcję tę będą potomkowie Kostrzyckiego kontynuować), był też grabarzem, zajmował się bednarstwem. Jak to zazwyczaj bywa z artystami, nie był zamożny, dlatego dorabiał między innymi poprzez rzezanie drzeworytów i odbijanie obrazków. W sąsiedniej Łówczy, Rudzie Różanieckiej i ogólnie na terenie całej parafii płazowskiej, szczególnie dużo można było sprzedać „Mikołajków”, bowiem istniał tam zwyczaj wieszania w stajniach obrazków, mających na celu chronić bydło, szczególnie przed zarazą. Maciej zmarł w okolicy 1838 roku. Żona Ludwika, która zajmowała się kramarstwem, po śmierci męża, sprzedawała sporadycznie odbitki. Następnie jej syn, Maciej, kontynuował tradycję produkcji odbitek i ich sprzedaży (miał odziedziczyć 10 desek jednostronnych z drzeworytami, można tu zadać pytanie, czy może wtedy sam też zaczął rzezać drzeworyty? Obecnie większość płazowskich desek jest obustronnie rytowana a w Muzeum Etnograficznym w Krakowie znajduje się 13 desek).

Według Michała Kostrzyckiego, Maciej junior miał zostawić sobie dwa drzeworyty, jeden ze świętym Antonim i drugi ze św. Mikołajem. Reszta wcześniej została przekazana do zbioru Dembowskich z Zakopanego. Niestety zaginęły w okolicy 1914 roku podczas przeprowadzki (zapewne z posesji z numerem domu 104, na miejsce, gdzie teraz mieszkają potomkowie Kostrzyckich).

Według autorki artykułu, istnieje możliwość, że w Płazowie już istniała tradycja drzeworytnicza. Być może zajmował się nią poprzedni kościelny? Stare klocki mógł przejąć Kostrzycki i kontynuować tradycję odbijania obrazków i może ich tworzenia. Stąd mogły wynikać różnice w stylu niektórych klocków, szczególnie tych sygnowanych MK. Na drzeworytach znajdziemy też sygnatury: W.S.K., W.K.S. i P. Dziś trudno ustalić szczegóły związane z tradycją drzeworytniczą w Płazowie. Zazwyczaj będący biednymi, analfabetami, ludowi artyści i rzemieślnicy, znikają z powierzchni ziemi i czasem zostają po nich tylko pojedyncze anonimowe dzieła sztuki ludowej.

Artykuł „Sekret rzeźbionych klocków”,  „Ziemia”, nr 10. październik 1957 roku do przeczytania TUTAJ, na stronach 19 i 25.

Powyżej wycinek z artykułu pokazujący informację o biednym obraźniku, który chodził po wsiach i sprzedawał obrazki w połowie XVIII wieku. Czyżby już wtedy istniała tradycja drzeworytnicza w Płazowie?

Michał Kostrzycki, będący kościelnym w Płazowie, dorabiał na różne sposoby. Gdy po parafii wędrował obraz Matki Boskiej, jeździł z fisharmonią i za drobną opłatą przygrywał do religijnych pieśni śpiewanych w domach. Przyjeżdżał furmanką, gospodarze pomagali mu wnieść do domu fisharmonię.  Już nie sprzedawał obrazków, ale u nas na Złomach w stajni po II wojnie wisiał obrazek Maryi nad wejściem (relacja od Heleny Ciećki z Huty Złomy – 15.08.2020).

Wycinek z „Schematyzm Archidiecezji Lwowskiej 1899” pokazujący zasięg parafii płazowskiej, do której należały: Brusno z Deutschbach, Huta Stara, Łówcza ze Złomami, Rudka, Huta i Ruda Różaniecka. W tym rejonie Kostrzycki, także jako kościelny, miał największe możliwości związane ze sprzedażą drzeworytów, bowiem katolicy z tych wsi przychodzili do Płazowa do kościoła i na pewno mogli nabywać obrazki u kościelnego. Możliwe, że wcześniej było to coś w rodzaju dodatkowej możliwości zarobkowania przy współpracy z proboszczem. Zapewne, sztuka ta, nie była doceniania przez proboszcza Krzeptowskiego, bowiem drzeworyty z jednej strony były bardzo powszechne na terenie parafii, z drugiej strony pojawiły się już obrazki i obrazy lepszej jakości uzyskane przez nowoczesne metody drukarskie.

aktualizacja 10.09.2020