30 maja odbył się finisaż wystawy w Muzeum Druku i Piśmiennictwa w Grębocinie koło Torunia, Marka „Prusa” Głowackiego. Połączony był on warsztatem drzeworytniczym i testem świeżo zrekonstruowanej prasy drukarskiej, jaką można zobaczyć na jednej z grafik Durera. Dla tych, co zajmują się grafiką historyczną, zobaczenie na żywo maszyny i użycie jej to duża gratka, ale przede wszystkim zmiana myślenia o tym, jak kiedyś wykonywano odbitki w przypadku profesjonalnych drukarzy. Warto tutaj dodać, że rzemieślnicy, którzy wycinali wzory na deskach byli często wręcz anonimowi, nie mieli swojego własnego cechu i wchodzili w skład innych grup rzemieślniczych rozpływając się na przestrzeni lat. Nie ma się co dziwić, bo zasadniczo najważniejszym elementem procesu związanego z wykonywaniem obrazków byli drukarze, którzy zamawiali czcionki i grafiki do swojej pracy. Dlatego też twórcy, którzy potrafią opanować cały proces, od wykonania deski ze wzorem, przez proces druku z desek obrazków, to ciekawa i unikatowa ewolucja ludowego drzeworytu (mamy tu na myśli tzw. grafikę odpustową). Za osobę, która szczególnie badała ten proces należy uznać Marka „Prusa” Głowackiego, który od 2011 roku zgłębiał tajniki tej gałęzi druku historycznego. Wystawa, która prezentowana była w Grębocinie to przykład ewolucji twórcy, który zaczyna coraz wyraźniej korespondować z artyzmem. Oglądając wystawę odbiorca łapie nastrój, dzieła niejako przemawiają. Wydaje się, że grafiki bez barw nie mogą nieść emocji, ale to dotyczy tylko nieudanych dzieł. Wielu „twórców” próbuje wykonać taki przeskok jak Głowacki, któremu się to udało, ale często lądują w skarykaturowanu. Dużą sztuką jest inspirowanie się dziełami wielkich artystów i próba wykonania czegoś lepszego, czy innego niż oryginał. Tu jest pułapka dla tych, co uważają, że same umiejętności rzemieślnicze wystarczą do bycia artystą. Artyzm to coś nowego, coś co zmienia postrzeganie, to emanacja kreatywności, czyli kolejna interpretacja, która jest spójna. Tę spójność udało się uzyskać Markowi „Prusowi” Głowackiemu i widać że jest w tym coś, co robi wrażenie.
Osoba Marka Prusa Głowackiego przywoływana jest i bedzie w kontekście drzeworytu ludowego z Płazowa, bowiem jego działalność, szczególnie blog prusprojekt.blogspot.com prowadzony od okolicy 2013 roku był jednym z tych „źródeł natchnień” podczas procesu tworzenia idei „Reaktywacji i rozwoju drzeworytu płazowskiego”. Bez takich osób nie powstałaby idea związana z próbą zainteresowania lokalnego środowiska pasjonatów historii i twórczości ożywieniem wymarłej drzeworytniczej tradycji. Udało się to głównie dlatego, że drzeworyt płazowski miał bardzo szeroko opisaną lokalną historię i na jej bazie ogólne opisy związane z drzeworytem ludowym.

Marek „Prus” Głowacki – Rocznik 1987, urodzony w Piotrkowie Trybunalskim. Artysta, Rzemieślnik. Uciekinier z miasta do małej mazowieckiej wioski, gdzie stworzył swoją pracownię. Twórca z pogranicza sztuki ludowej oraz sztuki sakralnej. Porusza również tematykę symboliczną i karykaturalną. Samouk, malarz, rzeźbiarz, grafik, eksploatujący rozmaite techniki artystyczne i formy wyrazu. Z wykształcenia i zawodu historyk; renowator mebli. Jeden z nielicznych polskich artystów zajmujących się grafiką odpustową. Od 2011 roku stara się wskrzeszać tradycyjną technikę polskiego drzeworytu ludowego. Współpracuje z licznymi muzeami i placówkami sztuki. Autor ponad 200 matryc graficznych w technice druku wypukłego (drzeworytu, linorytu, pilśniorytu) oraz wielu innych prac wykonanych w różnych technikach. Uczestnik wystaw zbiorowych i laureat kilku konkursów.
Opis wystawy
Zamysłem autora jest celowe działanie na „pograniczu” poszczególnych pojęć i definicji sztuki, aby pokazać odbiorcy, że można do tematu grafiki podejść od innej, często nieoczywistej strony. Prezentowane są więc matryce graficzne które same w sobie są już dziełem końcowym, samoistnymi instalacjami przestrzennymi, a niekoniecznie tylko odbitki z nich wykonane. Ślady dłuta pozostawione na matrycach „malują” przestrzeń która odkrywa swój urok przy odpowiednim oświetleniu. Z płaskich form jakim są matryce wydobywa przestrzenność dzieła, pokazując to czego odbitka na papierze pokazać nie może. Autor odważnie interpretuje dzieła wielkich mistrzów różnych epok wykonując je na materiale – płycie pilśniowej kojarzonym z bardzo niską jakością i masowością. Przerzuca mosty nad otchłaniami pomiędzy sztuką dawną, a nowoczesną. Sztuką wysoką i niską. Człowiekiem a naturą. Prezentowane prace ocierają się o zagadnienia drukarstwa, liternictwa, kaligrafii, symboliki antycznej i chrześcijańskiej. Konfrontuje pracę o wymiarze wzniosłym i duchowym z takimi które mogą zostać odebrane jako wulgarne. Część z prac to malarskie koncepcje poprzedzające wycinanie które również mogą być traktowane jako skończone dzieła. Jak pisał Łukasz Ciemiński w swoim artykule o autorze: „Nie ma tu oczywistości, są nieustanne poszukiwania niespokojnego ducha, zatrzymującego się tylko na chwilę w wybranych przez siebie światach, które poznaje. Jedne opuszcza raz na zawsze, do kolejnych wraca”. Znaczną część prezentowanych tutaj prac stanowi cykl: „dom starców” w którym autor skupia swój warsztat na zaprezentowaniu emocji w obliczach starych mężczyzn.












