W kulturze ludowej od zawsze funkcjonował wspólny zasób form, znaków i motywów. Wzory krążyły między miejscowościami, rodzinami i warsztatami, zmieniały się z czasem i dostosowywały do ręki konkretnego twórcy. Można powiedzieć, że był to swoisty bank dziedzictwa kultury, z którego każdy mógł czerpać, ucząc się i rozwijając swoje umiejętności.
Jednocześnie istniała bardzo wyraźna granica między korzystaniem z tego wspólnego zasobu a mechanicznym powielaniem cudzej pracy. Rzemieślnicy i twórcy ludowi doskonale rozumieli różnicę między inspiracją a kopiowaniem. Wiedzieli, że wzór może być wspólny, ale sposób jego wykonania, prowadzenie ręki, sposób pracy i decyzje podejmowane przy materiale zawsze należą do konkretnej osoby.
Dlatego artyści i rzemieślnicy dążyli do tego, by ich prace były rozpoznawalne. Czasem podpisywali je znakiem lub monogramem, ale znacznie częściej robił to sam styl. W drzeworycie ludowym nie trzeba było nazwiska, by wiedzieć, z czyjego warsztatu pochodzi dana deska. Charakter linii, sposób wycinania, uproszczenia formy i powtarzające się rozwiązania sprawiały, że prace jednego drzeworytnika różniły się od prac drugiego, nawet jeśli korzystali z podobnych motywów.
Kopiowanie było naturalnym etapem nauki. Kto chciał nauczyć się drzeworytu, brał do ręki stare odbitki i próbował je skopiować. Na tym etapie człowiek uczy się narzędzia, materiału i podstawowych zasad pracy. Jest uczniem, który ćwiczy rękę i oko. Taki etap jest potrzebny i nie budzi wątpliwości.
Problem pojawia się wtedy, gdy kopiowanie przestaje być nauką, a zaczyna być celem samym w sobie. W drzeworycie ludowym szczególnie wyraźne jest to w przypadku wykonywania identycznych kopii istniejących desek. Odbijanie lub wycinanie drzeworytu jeden do jednego, bez własnej interpretacji, bez zmiany formy, bez śladu własnej ręki, nie jest twórczością. Jest jedynie powieleniem czyjejś pracy.
W tradycji ludowej korzystanie z cudzych wzorów zawsze wiązało się z ich przetworzeniem. Nawet jeśli temat był ten sam, obraz wyglądał inaczej, bo inna była ręka, inne narzędzia, inne drewno i inne doświadczenie twórcy. Właśnie w tej różnicy rodziła się wartość. Nie w samym motywie, ale w sposobie jego wykonania.
Moment przejścia od rękodzielnika lub ucznia do artysty następuje wtedy, gdy człowiek zaczyna podejmować własne decyzje. Gdy bierze na siebie odpowiedzialność za formę, za styl i za to, jak wygląda jego praca. Może korzystać z tradycyjnych motywów, może sięgać do wspólnego zasobu wzorów, ale przestaje je kopiować mechanicznie. Zaczyna je rozumieć i przetwarzać na swój sposób.
Artysta w drzeworycie ludowym to nie ten, kto wymyśla wszystko od zera. To ten, kto potrafi pracować w obrębie tradycji, ale zostawia w niej wyraźny ślad własnej ręki. Jego prace są inne nie dlatego, że zaprzeczają dawnym wzorom, lecz dlatego, że wynikają z jego doświadczenia, wrażliwości i sposobu pracy.
W ten sposób tradycja pozostaje żywa. Nie jako zbiór identycznych kopii, lecz jako ciągła rozmowa między tym, co było, a tym, co powstaje dziś.
