Kategorie
Artykuły

Wernisaż wystawy „Józefa Lewkowicza powrót do korzeni. Drzeworyt płazowski i kamieniarka bruśnieńska”

Wczorajsza pogoda dopisała, na placu przy Zespole Cerkiewnym w Radrużu pojawiło się kilkadziesiąt osób by poznać lub po raz kolejny przypomnieć sobie historię drzeworytu płazowskiego i kamieniarki bruśnieńskiej. Po przemówieniu dyrektora Muzeum Kresów w Lubaczowie, głównego organizatora wystawy – pana Piotra Zubowskiego głos zabrali: Anna Serkis-Wojtowicz – animatorka kultury ze Stowarzyszenia Pasjonatów Ziemi Lubaczowskiej Tegit et Protegit, oraz sam artysta – pan Józef Lewkowicz, będący stypendystą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Po krótkim omówieniu profesji pana Lewkowicza, celu jego projektu jakim jest Reaktywacja dawnych warsztatów twórczości ludowej ziemi lubaczowskiej, przybyli goście wysłuchali wykładu pani Beaty Skoczeń-Marchewki – etnografki i starszego kustosza z Muzeum Etnograficznego w Krakowie.

Pani Beata opowiedziała o Macieju Kostrzyckim z Płazowa, którego drzeworytnicze klocki obecnie możemy podziwiać w Muzeum Etnograficznym w Krakowie, o tym jak znalazły się w Krakowie i zachwycie jaki budziły oraz budzą nadal u wybitnych artystów, etnografów i kolekcjonerów sztuki tj. Marii i Bronisława Dembowskich, Stanisława Witkiewicza, Józefa Mehoffera, Henryka Sienkiewicza, później Władysława Skoczylasa, twórcy polskiej szkoły drzeworytu.

Pan Janusz Mazur – historyk sztuki i kustosz Muzeum Kresów w Lubaczowie – opowiedział o historii kamieniarki bruśnieńskiej i zachęcił do zwrócenia swoich oczu w kierunku rękodzieł powstającego obecnie na naszych ziemiach. Zwrócił uwagę na wspaniałą inicjatywę pana Lewkowicza, która na nowo porusza ten stary wapień z bruśnieńskiego kamieniołomu aby nadać mu kształt figur i krzyży, które mogą powrócić na nasze tereny w nowej formie i jednocześnie kontynuować spuściznę dawnych artystów z Ośrodka Kamieniarskiego w Bruśnie Starym.

Link do wykładów udostępnionych przez Muzeum Kresów w Lubaczowie: kliknij TUTAJ

Niezwykle miłym wydarzeniem była wizyta na wernisażu potomków Macieja Kostrzyckiego z Płazowa, twórcy dawnych drzeworytów, którym pan Józef Lewkowicz wręczył odbitki swoich drzeworytów.

Wystawa stanowi podsumowanie stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przyznanego Józefowi Lewkowiczowi, w ramach którego podjął on próbę reaktywacji i kontynuacji ludowych tradycji na ziemi lubaczowskiej w zakresie drzeworytu płazowskiego i kamieniarstwa bruśnieńskiego. Na wystawie zobaczyć można trzy klocki drzeworytnicze jednostronne, jeden dwustronny i odbitki z nich. Drzeworyty posiadają rozmiary identyczne jak oryginały z Płazowa. Pomiędzy drzeworytami rozstawione zostały rzeźby z kamienia bruśnieńskiego, które są kopiami lub inspiracjami dawnych rzeźb kamieniarzy bruśnieńskich. Prace pana Lewkowicza uzupełnione zostały wystawą nowodruków drzeworytów płazowskich wydanych przez Muzeum Etnograficzne w Krakowie oraz nowodruków z klocków z Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej ze zbiorów Muzeum Kresów w Lubaczowie.

Współorganizatorem wystawy jest Stowarzyszenie Pasjonatów Ziemi Lubaczowskiej „Tegit et Protegit”, a jej partnerami: Powiat Lubaczowski, Gmina Cieszanów, Gmina Narol, Gmina Horyniec-Zdrój, Powiatowe Centrum Kultury w Lubaczowie, Fundacja Banku Spółdzielczego w Lubaczowie, Nadleśnictwo Narol oraz Nadleśnictwo Lubaczów. Patronat medialny nad wydarzeniem objęła TVP3 Rzeszów.

Wystawa będzie do zobaczenia w Radrużu do 30 listopada 2020 roku.
Muzeum przy Cerkwi św. Paraskewy otwarte jest dla zwiedzających od poniedziałku do niedzieli w godzinach 10:00 do 17:30
Informacje o wystawie znajda Państwo również na stronie Muzeum Kresów w Lubaczowie (kliknij TUTAJ).
Zapraszamy serdecznie!

Kategorie
Artykuły

Józefa Lewkowicza powrót do korzeni. Drzeworyt płazowski i kamieniarstwo bruśnieńskie

Muzeum Kresów w Lubaczowie serdecznie zaprasza na wernisaż wystawy drzeworytów i rzeźb autorstwa Józefa Lewkowicza, który odbędzie się w budynku muzealnym w Zespole Cerkiewnym w Radrużu – Oddziale Muzeum Kresów w Lubaczowie w niedzielę, 20 września 2020 r., o godz. 15.
Wydarzenie odbędzie się z zachowaniem reżimu sanitarnego, w związku z czym wszystkich zainteresowanych prosimy o potwierdzenie obecności na wernisażu do czwartku, 17 września (tel.: 16 6321802, email: biuro@muzeumkresow.eu), a w czasie trwania wernisażu prosimy o przestrzeganie obowiązku zakrywania ust i nosa.
Współorganizatorem wystawy jest Stowarzyszenie Pasjonatów Ziemi Lubaczowskiej „Tegit et Protegit”, a jej partnerami: Powiat Lubaczowski, Gmina Cieszanów, Gmina Narol, Gmina Horyniec-Zdrój, Powiatowe Centrum Kultury w Lubaczowie, Fundacja Banku Spółdzielczego w Lubaczowie, Nadleśnictwo Narol oraz Nadleśnictwo Lubaczów. Patronat medialny nad wydarzeniem objęła TVP3 Rzeszów.
Wystawa stanowi podsumowanie stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przyznanego Józefowi Lewkowiczowi, w ramach którego podjął on próbę reaktywacji i kontynuacji ludowych tradycji na ziemi lubaczowskiej w zakresie drzeworytu płazowskiego i kamieniarstwa bruśnieńskiego. W budynku muzealnym w Zespole Cerkiewnym w Radrużu prezentowane są trzy jednostronne i jeden dwustronny klocek drzeworytniczy wraz z odbitkami (wśród nich m.in. wizerunek św. Kazimierza, św. Mikołaja oraz Chrzest Chrystusa), a także cztery rzeźby, powstałe m.in. na wzór zniszczonych rzeźb z Nowego Sioła, przedstawiających anioły i Matkę Bożą z Dzieciątkiem. Ekspozycje uzupełnią nowodruki drzeworytów płazowskich wydane przez Muzeum Etnograficzne w Krakowie oraz nowodruki z klocków z Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej ze zbiorów Muzeum Kresów w Lubaczowie.
Więcej TUTAJ
Kategorie
Artykuły

Drzeworyt płazowski – reaktywacja

Drzeworyt płazowski, to nie tylko stare rytowane deski, to też historia o tym, jak twórczość zwykłego chłopa wpłynęła na sztukę ludową w Polsce.

W średniowieczu drzeworyt wykorzystywany był głównie jako matryca drukarska. Na drewniane klocki nanoszono rysunki, wycinano lub wydłubywano tło, a następnie przy ich pomocy robiono odbitki na papierze, w podobny sposób, jak robi się pieczątki. Z czasem pojawili się ludowi drzeworytnicy, którzy sami potrafili stworzyć taką matrycę i produkowali przede wszystkim święte obrazki, trudniąc się jednocześnie kramarstwem. Sprzedawali takie ryciny głównie na odpustach i jarmarkach.

Podobnie było w Płazowie, gdzie Maciej Kostrzycki i jego rodzina, od okolicy 1830 roku, zajmowali się odbijaniem drzeworytów z wizerunkami świętych oraz scenami biblijnymi. Żona Macieja, Ludwika, była kramarką i sprzedawała te ryciny w okolicy na odpustach i jarmarkach. Większe obrazy zdobiły wiejskie chaty, mniejsze miały za zadanie chronić dobytek. Obrazki ze świętym Mikołajem były wieszane w stajni nad drzwiami, by chronić zwierzęta. Można było je znaleźć też w stodole nad zasiekami, w skrzyniach posagowych i w innych miejscach. Drzeworyty można było też znaleźć w wiejskich kapliczkach, cerkwiach i kościołach.

Odbitki ze świętymi odbijane były zazwyczaj na tanim, gorszej jakości papierze. By poprawić ich jakość i wartość były one kolorowane. Obrazki takie były często narażone na różne destruktywne czynniki, takie jak dym, mróz, wilgoć, nieczystości owadzie, stąd szybko się niszczyły. Do tego, od połowy XIX wieku, zaczęły być wypierane przez nowe, masowe i tanie formy druku. W porównaniu z wyraźnymi oleodrukami, przypominającymi malowane obrazy, odbitki drzeworytu były prymitywne, przypominały bohomazy dziecka.

W 1899 roku, gdy zmarł syn Macieja, jego imiennik, tradycja produkcji drzeworytów w Płazowie zanikła. Wcześniej, bo w 1891 roku, nieużywane już klocki zostały przekazane do kolekcji Marii i Bronisława Dembowskich w Zakopanem. Uznali oni, że są to cenne zabytki kultury ludowej i warto je uratować. W 1899 roku do Zakopanego trafiły ostatnie znane klocki płazowskie. Udało się zebrać razem 13 tabliczek, z których część była rytowana dwustronnie, co razem dawało 22 drzeworyty. Znaleźć na nich można między innymi przedstawienia: św. Antoniego, św. Mikołaja, św. Kazimierza, św. Jerzego, sceny biblijne, Maryję, Chrystusa i jedną kołtrynę z motywem kwiatowym. W okolicy 1900 roku, Stanisław Witkiewicz wykonał odbitki z drzeworytów i rozsyłał je do etnografów, różnych redakcji pism, zajmujących się kulturą i sztuką. Jego zaangażowanie spowodowało, że zaczęto szerzej badać drzeworyt, ale i też sztukę ludową.

„Ostatnia Wieczerza”, drzeworyt płazowski, odbitka z 1921 roku, wyd. Zygmunt Łazarski, źródło TUTAJ

Jednocześnie, klocki z Płazowa, o których się mówiło i pisało, były możliwe do pooglądania na żywo w willi „Chata” w Zakopanem, u państwa Dembowskich. Podziwiać je mogli, oprócz wielu badaczy ludowizny, także artyści tacy jak: Henryk Sienkiewicz, Stefan Żeromski, brat Albert (Adam Chmielowski) czy Helena Modrzejewska.

Maria Dembowska zmarła w 1922 roku. Rok wcześniej, jeden obustronnie rytowany klocek z drzeworytem, przedstawiający świętego Jerzego i Ostatnią Wieczerzę, podarowała Muzeum Etnograficznemu w Krakowie. 11 klocków z drzeworytem trafiło w ręce jednego z najwybitniejszych artystów Młodej Polski, Józefa Mehoffera, który wraz z żoną kolekcjonował modne wtedy drzeworyty japońskie. Jeden ofiarowała Dembowska swojej przyjaciółce, Wandzie Lilpopowej, pochodzącej z wpływowej warszawskiej rodziny przemysłowców. Miała ona w Zakopanem willę i w swoim salonie gościła twórców legendy Zakopanego, ze Stanisławem Witkiewiczem i Tytusem Chałubińskim na czele.

Co mogło tych ludzi fascynować w drzeworycie płazowskim? Odpowiedź jest prosta: oni doceniali umiejętności artystyczne zwykłych ludzi, którzy nie kończyli żadnych szkół. Fascynowali się ideą naturalnych umiejętności artystycznych człowieka, wynikających z jego indywidualnej wrażliwości. To też zetknięcie z czymś archaicznym, nieskażonym intelektem i zewnętrznym akademickim kagańcem. Artystyczna wolność i naturalna ekspresja, ten drzeworyt, to archetyp twórczości artystycznej. Dostrzec w nim można nawet podobieństwa do twórczości Pabla Picassa, z głównym aspektem, jakim jest upraszczanie formy.

„Chrystus Tronujący”, drzeworyt płazowski, odbitka z 1921 roku, wyd. Zygmunt Łazarski, źródło TUTAJ

Po kilku latach, państwo Mehofferowie i Pani Wanda Lilpopowa, dzięki zabiegom środowiska kulturalnego w Krakowie, między innymi córki Henryka Sienkiewicza – Jadwigi Korniłowiczowej, przekazali swoje drzeworyty płazowskie do Muzeum Etnograficznego w Krakowie. Dziś możemy je tam podziwiać na wystawie stałej, jako najcenniejszy zbiór tego typu. Drzeworyty płazowskie, będące istotnym elementem historii sztuki, są ważnymi eksponatami dla polskiej kultury ludowej. Muzeum w Krakowie podejmowało wiele inicjatyw promujących te drzeworyty. Były one eksponowane na wystawach w wielu miejscach w Europie. Tymczasem w swojej ojczyźnie, w Płazowie i na Podkarpaciu zostały zapomniane. Musimy to zmienić! Dlatego też powstała inicjatywa reaktywacji tej sztuki.

Działania podejmowane nie dotyczą tylko promocji medialnej, ale szczególnie cenna jest inicjatywa artysty ludowego z Nowego Sioła (oddalonego 10 km od Płazowa), Józefa Lewkowicza, który zajął się drzeworytem. Fascynacja drzeworytem u Pana Józefa zaczęła się od poznania historii z Płazowa, którą naszkicowali mu lokalni pasjonaci historii regionu i sztuki. Zgłosił się on do konkursu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, stając się jego laureatem. Jego zadaniem było wykonanie pięciu kopii drzeworytów płazowskich. Pozwoliły one nie tylko nabrać wprawy w tworzeniu ludowego drzeworytu, ale szczególnie, przywrócić tę sztukę w tym regionie. Pan Józef mówi, że drzeworyt zafascynował go i chce, by był on szczególnym wyróżnikiem jego twórczości.

Niektórzy badacze kolekcji płazowskiej uważają, że Kostrzyccy nie byli twórcami wszystkich drzeworytów, tylko używali ich do odbijania obrazków. Inni natomiast domniemają, że Płazów mógł być większym ośrodkiem drzeworytniczym i tylko mała część klocków dotrwała do naszych czasów. Przed nami jeszcze wiele historii do odkrycia i pracy do wykonania, by ta jedna z najtrudniejszych ludowych dziedzin sztuki wróciła na ziemię lubaczowską i Podkarpacie.

Fotografie autorstwa Anny Serkis-Wojtowicz. Opracowanie artykułu: Józef Lewkowicz i Grzegorz Ciećka. Działania związane z promocją lokalnej sztuki ludowej w ramach współpracy ze Stowarzyszeniem „Tegit et protegit” z Horyńca-Zdroju. Źródła informacji, dzięki którym został stworzony ten artykuł, znajdziecie na stronie drzeworyt.ziemialubaczowska.pl

Kategorie
Artykuły

Józef Mehoffer i Wanda Lilpopowa – ostatni właściciele płazowskiej kolekcji

Józef Mehoffer to jeden z czołowych reprezentantów sztuki Młodej Polski. Jego żona Jadwiga była malarką, modelką i kolekcjonerką. Pasjonując się kulturą japońską, zbierała różne pamiątki związane z tym krajem. Szczególnie upodobała sobie drzeworyt i zebrała ich 50. Zarówno Jadwiga jak i Józef, interesowali się sztuką ludową. Przyjaźnili się z Marią Dembowską (żona Mehoffera była spokrewniona z Dembowską) i to właśnie oni po jej śmierci w 1922 roku przejęli 11 klocków z drzeworytami płazowskimi, jeden trafił w ręce Wandy Lilpowowej. Wcześniej, w 1921 roku Maria Dembowska przekazała 1 klocek do Muzeum Etnograficznego w Krakowie (obustronnie rytowany z Ostatnią Wieczerzą i św. Jerzym). W 1926 roku, po staraniach krakowskiego środowiska kulturalnego, właściciele przekazali wszystkie klocki z drzeworytami do Muzeum Etnograficznego w Krakowie. Tak zakończył się proces ratowania tych cennych eksponatów, ale także nadawania im subtelnego splendoru. Klocki z drzeworytem przeszły z rąk pierwszych właścicieli, jakimi była rodzina Kostrzyckich z Płazowa, przez Stanisława Witkiewicza, Marię Dembowską, Jadwigę i Józefa Mehoffer i Wandę Lilpopową. Pani Wanda, z rodziny warszawskich przemysłowców, funkcjonowała w towarzystwie najznamienitszych nazwisk z Zakopanego. W jej kręgu znajomych znaleźć można było Tytusa Chałubińskiego, Stanisława Witkiewicza, Marię Dembowską. Do jej willi „Zacisze” przyjeżdżał Jarosław Iwaszkiewicz z żoną, która była jej ciotką. Na starość przygarnęła Sabałę, legendarnego przewodnika tatrzańskiego, który dokończył żywota pod jej opieką.

Warto tutaj zadać sobie pytanie: czy istnieje coś cenniejszego dla Roztocza, niż drzeworyt płazowski, który skupiał na sobie oczy tak wspaniałych ludzi, wywołując w nich zachwyt???
Mehoffer namalował obraz „Na letnim mieszkaniu”. Przebywał wówczas w Zakopanem, gdzie spędzał z rodziną wakacje. Pozowała do niego jego żona, Jadwiga. Element obrazu pochodzący z Wikipedii
Józef Mehoffer – portret – źródło polona.pl

Część informacji pochodzi z książki Tomasza Roga „Dzieje Płazowa (1614 – 2014)” oraz strony internetowej drzeworyty.eu – z opisami drzeworytów płazowskich. Informacje na temat Jadwigi Mehoffer – Wikipedia

Opracowanie tematu – Grzegorz Ciećka

Kategorie
Artykuły

Stanisław Witkiewicz: „Żeby ludzie raz zrozumieli, że sztuka to wyraz duszy – toby sztukę robili tak, jak ptak śpiewa.”

Stanisław Witkiewicz był malarzem, architektem, pisarzem i teoretykiem sztuki. Był też twórcą i popularyzatorem stylu zakopiańskiego w architekturze. Urodził się w 1851 roku. Była to tak barwna i niezwykła osobistość w polskiej kulturze, że nie sposób go opisać w kilku zdaniach. Dlatego też od razu przejdziemy do interesującego nas momentu w życiu Witkiewicza, który był przełomowy (dla dociekliwych, więcej historii związanej ze Stanisławem Witkiewiczem TUTAJ). Chorował on na gruźlicę, dlatego przeniósł się z Warszawy do Zakopanego w 1890 roku.

Stanisław Witkiewicz z synem (fot. Wikipedia)

Wtedy to nastąpiła u niego swoista przemiana, z bezdusznego naturalisty na neoromantyka, który szuka ducha w otaczającej rzeczywistości. Spowodowane było to fascynacją sił przyrody, jaka szczególnie w górach się ukazuje. Witkiewicz miał wcześniej styczność z japońskim drzeworytem, który w bardzo ciekawy sposób przestawiał siły przyrody, co widać w jego obrazach. Właśnie w Zakopanem poczuł siłę drzeworytu japońskiego.

Jednocześnie ogromne wrażenie robił na nim podhalański folklor. Dostał wtedy wręcz olśnienia, dochodząc do wniosku, że to właśnie w sztuce ludowej znaleźć można prawdziwą tożsamość kulturową narodu. Zasadniczo Polacy zawsze tylko chłonęli zachodnie mody, często bezrefleksyjnie, tracąc swoją tożsamość. Witkiewicz znalazł ją na Podhalu, w góralskich chatach. Dzięki tej inspiracji, narodził się polski styl w architekturze, nazywany potem zakopiańskim. Ówczesna Galicja Zachodnia, z Krakowem jako ośrodkiem, uległa fascynacji Podhalem i kulturą górali, natomiast Galicja Wschodnia ze Lwowem jako ośrodkiem, przechodziła okres fascynacji Karpatami i kulturą Huculi.

Szczególne inspiracje wzbudzały w Witkiewiczu bogato zdobione przedmioty w biednych chatach podhalańskich. Od razu narzuciły się myśli, by wykorzystać te niezwykłe wzory i przemycić do zdobień luksusowych mebli, czy narzędzi. Takie przenikanie ludowego wzoru spowodowałoby, że wytworzyłaby się sztuka uniwersalna, niepodzielona na klasy. Dlatego też ludzie, z którymi się stykał, fascynowali się opisywaniem kultury Podhala i kolekcjonerstwem. Nawzajem napędzali się, wyszukując nowych historii czy eksponatów. Być może dzięki Stanisławowi Witkiewiczowi, do kolekcji Dembowskich, trafiły klocki z drzeworytem płazowskim. Jedyne źródło, związane z tą sprawą, znajdziemy w zapiskach z podróży Karola Notza, z 1904 roku. Przy opisie Płazowa, znajduje się takie oto zdanie:

„Były drzeworyty, które Witkiewicz zabrał do Krakowa wyrób krajowy”

Zachwyt ludowizną, odkrycie jej wartości i potencjału, spowodowało, że zaczęto badać temat, który do tej pory był traktowany po macoszemu.

Nie ma się co dziwić, że w takich warunkach, za każdym rogiem, może znajdywać się coś niezwykłego, nie tylko związanego z krajobrazem, ale także materialnymi i niematerialnymi elementami kultury. Na dodatek to wszystko powstało i powstaje samo, spontanicznie! Dlatego też, w takich warunkach, musi się narodzić filozofia, mówiąca o tym, że sztuka to wyraz duszy. Warunki zewnętrzne mają na duszę szczególny wpływ, ale największy mają inni ludzie.

Żeby ludzie raz zrozumieli, że sztuka to wyraz duszy — toby sztukę robili tak, jak ptak śpiewa. Przestałaby ona być tą zmorą i nie trzebaby było tyle o niej gadać. Ale ludziom ciągle się zdaje, że sztuka to jest coś z zewnątrz nas, do czego trzeba przewracać oczami, do czego trzeba dążyć, czemu się poświęcać, lub z powodu czego trzeba ryczeć, upijać się i udawać rozpustnych, idealno-cynicznych modernistów. A tu trzeba żyć i być szczerym.

(Stanisław Witkiewicz Myśli, 1923)

Istnieje możliwość, że w takim stanie zachwytu, może dzięki bratu Albertowi (Adam Chmielowski), który miał duży wpływ na Witkiewicza, zobaczył w drzeworycie płazowskim obraz przytoczonej wyżej myśli: „Żeby ludzie raz zrozumieli, że sztuka to wyraz duszy — toby sztukę robili tak, jak ptak śpiewa.” Sztukę powinno się oceniać nie pod kątem idealizmu i perfekcji, ale pod kątem indywidualnych predyspozycji, możliwości. To one dają obraz tej pierwotnej siły twórczej, która tkwi w każdym człowieku, nierozregulowanej przez szkołę. Proces doceniania sztuki ludowej wiązał się ze zrozumieniem tej prostej idei, że tworzyć może każdy, a dzieło powstałe w procesie twórczym, jest odbiciem duszy i umysłu człowieka.

Oto człowiek, w sztuce ludowej niedoskonały i to jest najważniejsze, natomiast sztuka wyższa chce pokazać w przypadku portretów doskonałość i idealizm, czyli pokazać się przez retuszujący filtr Instagrama. Dlatego ludowe drzeworyty, dają człowiekowi do myślenia. Nie warto oceniać człowieka na podstawie ubrania.

Dziś wielu ludzi nazywa Stanisława Witkiewicza ojcem polskiego designu. Dzięki niemu, zaczęto badać drzeworyt ludowy i ogólnie sztukę ludową. Zapoczątkował on ciekawy sposób na tworzenie stylu, inspirowanego ludowizną. Czerpano z tych pomysłów długo po II wojnie światowej, by w latach 90tych i później znów zachłysnąć się masówką z zachodu. Czy uda się od nowa odkryć tą prostą myśl, która zrewolucjonizowała Polską kulturę ponad 100 lat temu?

Żeby ludzie raz zrozumieli, że sztuka to wyraz duszy — toby sztukę robili tak, jak ptak śpiewa.

Czy drzeworyt płazowski ma szansę stać się dla Roztocza tym, czym były wzory z wiejskich chat na Podhalu dla Witkiewicza?

Antoni Kamieński 1890 rok – rysunek przedstawiający Stanisława Witkiewicza

Obraz Witkiewicza „Las” wyeksponowany w willi ‚Chata’ Dembowskich. 1892 rok.

źródło fot: polona.pl

źródła informacji na temat Stanisława Witkiewicza: szlakstyluzakopianskiego.pl niezlasztuka.netpl.wikisource.org

Opracowanie tematu Grzegorz Ciećka – aktualizacja 08.09.2020

Kategorie
Artykuły

Drzeworyt płazowski, od którego wszystko się zaczęło

Żeby zrozumieć, czym jest drzeworyt i poznać jego wartość, trzeba przenieść się do średniowiecza, kiedy to tworzył Albrecht Dürer. Żeby zrozumieć, czym powinien być drzeworyt płazowski z warsztatu Kostrzyckich dla Ziemi Lubaczowskiej i Roztocza, musimy poznać historię fascynacji sztuką ludową Stanisława Witkiewicza. Ten artykuł pozwoli Wam częściowo zrozumieć, dlaczego, kiedy tylko mam możliwość, jeżdżę po całym kraju i szukam w muzeach drzeworytów.

Albrecht Dürer, najwybitniejszy mistrz niemieckiego renesansu, szczególnie interesował się drzeworytem. Wtedy też, wielkie dzieła drzeworytnicze wpłynęły na popularyzację tej sztuki graficznej. Na początku drzeworyt kojarzony był głównie, jako technika drukarska. Pozwalał na tworzenie, przy pomocy stosunkowo taniego materiału, jakim było drewno, odbitek, które były używane jako ilustracje do książek. W klasztorach, mnisi używali drzeworytu do tworzenia świętych obrazków.
Na początku XVI wieku Albrecht Dürer doprowadził swoją działalnością do rozwoju w stopniu najwyższej doskonałości drzeworytu. Sztuka wcześniej niedoceniana, stała się z czasem wręcz bezczelnie kopiowana przez innych, którzy chcieli zarobić na znanych kopiach. Każdy chciał mieć u siebie „Dürera”. Drzeworyt był u szczytu swojej popularności. Wykorzystywany był do zdobienia wszystkiego, co było możliwe: Biblii, książek, kalendarzy, broszur. Często klocek z drzeworytem opracowywały dwie osoby – rysunek nanosił zazwyczaj artysta, który często był uznawany za autora drzeworytu. W praktyce, artyści korzystali z usług rytowników, ich „ręce delikatne, które potrafiły cieniować subtelnie dłutem najśmielsze pociągi pióra lub ołówka. W odbijaniu także drzeworytów w XVI wieku widać wielką staranność, przebijającą się w czystości i lekkości wytłoczonych pod prasą wizerunków.” [1]

Drzeworyt „Czterech Jeźdźców Apokalipsy”, którego współautorem był Albrecht Dürer [1]

Mistrzowie niemieccy wydźwignęli drzeworyt na wyżyny w XVI wieku, jednakże, wraz z ich odejściem, sztuka ta zaczęła podupadać i jej miejsce zajął miedzioryt. Na początku XIX wieku drzeworyt zaczął się odradzać. Spowodowane było to zwiększającym się zapotrzebowaniem na grafiki w publikacjach ilustrowanych.

W połowie XIX wieku chętnie korzystano z ilustracji powstałych dzięki drzeworytom. Rysowników w Polsce było wielu i wspaniałych, Juliusz Kossak, Kostrzewski, Straszyński, Pillati, nawet Fredro i Witkiewicz, którzy tworzyli dla potrzeb drzeworytni, jednakże rytowników na terenie Polski pod zaborami było niewielu i niewprawne jeszcze dłuta kaleczyły wyborne rysunki powyższych artystów. Stąd często rysunki przesyłane były do drzeworytni we Francji, gdzie sztuka ta bardzo dobrze była już rozwinięta. Duże zapotrzebowanie na drzeworyt spowodowało, że w przeciągu 20 lat sztuka rozwinęła się do wysokiego poziomu, nie ustępując drzeworytom z zachodnich drzeworytni. Wpływ na to miały szczególnie powstające drukarnie przy czasopismach ilustrowanych. Właśnie wtedy powstały drzeworytnie warszawskie, które zatrudniały najlepszych ówcześnie rysowników i rytowników wyszkolonych na zachodzie.

Drzeworyt powstały dzięki rysunkowi Witkiewicza, rytowany przez Konarzewskiego. Skan pochodzi z książki: „Willanów – album – zbiór widoków i pamiątek oraz kopje z obrazów Galeryi Willanowskiej” wykonane na drzewie w Drzeworytni Warszawskiej z dodaniem opisów skreślonych przez H. Skimborowicza i W. Gersona. 1877 rok.

Rozmiłowanie do sztuk graficznych trwało do końca XIX wieku, kiedy to udoskonalono nowe formy graficzne, jak światłodruk, fotografia i oleodruk. Zaczęły one powoli wypierać mniej efektywny drzeworyt. Warto tu zauważyć, że drzeworyt, który wyparł miedzioryt, droższy ze względu na materiał, sam musiał ustąpić nowszym, tańszym, ale gorszym artystycznie technikom druku. Często najwyższej klasy drzeworyty były tworzone przez 4 specjalistów. Materiał musiał odpowiednio przygotować stolarz. Deska musiała być wyschnięta, by się nie powykręcała i nie popękała, następnie była idealnie heblowana, by dzięki temu uzyskać idealną odbitkę. Kolejnym specjalistą, który brał udział w procesie twórczym był rysownik. Często werbowano do tej pracy bardzo znane nazwiska, które podbijały wartość klocków. Osoba rysująca na drewnie musiała brać pod uwagę, że tworzy specjalny rysunek, który zostanie w odpowiedni sposób poddany dalszej obróbce, przy pomocy rylców. Trzecim specjalistą był tutaj rytownik, który miał za zadanie w ekstremalnie precyzyjny sposób wydłubać tło i zostawić tylko linie, które miały być potem odbite. Oczywiście warto tutaj też wspomnieć o pracy wieńczącej dzieło. Bo dopiero wtedy, gdy kolejny specjalista wykonał odbitkę, okazywało się, na ile idealnie zrobiony jest drzeworyt. Śmiało można powiedzieć, że drzeworyt, to wspólna praca 4 ludzi. Synchronizacja 4 specjalistów tworzy efekt, jakim jest odbitka drzeworytu. Dlatego też nie ma się co dziwić, że w publikacji z 1914 roku „Pamiątka z wystawy graficznej i Konkursu II-go imienia Henryka Grohmanna”, znajdziemy takie oto słowa, odnośnie nowoczesnych sposobów ilustrowania, takich jak fotografia: „Ludzi dobrego smaku razi brak twórczego elementu w tego rodzaju ilustracjach, powrotna fala ku sztukom graficznym obejmuje całą Europę. Tworzą się towarzystwa miłośników grafiki, po akademiach otwierają się oddzielne katedry graficzne, zaczyna się w tym kierunku coraz wyraźniejszy ruch, […]” W publikacji tej znajdziemy też opis drzeworytu. Autor zaznacza, że jest to sztuka graficzna charakteryzująca się wypukłorytem, czyli tło jest usuwane, a zostawia się miejsca, które mają być odbite. Preferuje się głównie drewno gruszkowe albo bukszpanowe. Papier do druku jest moczony, co powoduje, że nadruk jest wtłaczany, powodując niższe jego położenie względem powierzchni kartki papieru, co łatwo daje się zauważyć po dotknięciu ręką. Cyfry rysowników i rytowników na odbitkach drzeworytu zazwyczaj miały formę inicjałów. Praktycznie zawsze klocki były podpisywane przez artystów.
Równocześnie z drzeworytami używanymi w drukarniach, charakteryzującymi się wysokimi walorami artystycznymi i rzemieślniczymi, funkcjonowały anonimowe klocki ludowe. Takim szczególnym przykładem są drzeworyty ludowe z Płazowa, z warsztatu rodziny Kostrzyckich, używane głównie do wyrobu świętych obrazków.

Kopie drzeworytu płazowskiego, wykonane w 1921 roku, z Teki Drzeworytów Ludowych Dawnych [2]

W okresie, kiedy powstawały drzeworyty płazowskie, w sztuce królował romantyzm i realizm. Tymczasem specjaliści od historii sztuki klasyfikują stylistycznie te drzeworyty na średniowiecze. To cecha charakterystyczna „chłopskiej sztuki”, pewnego rodzaju sztywność i brak ruchu postaci. Do tego, porównując do dzieł Albrechta Dürera, mamy o wiele mniej szczegółów. Nie ma czegoś takiego, jak światłocień, ogólnie są maksymalnie proste. Użyto też miękkiego, mniej trwałego drewna niż zazwyczaj było to praktykowane (grusza czy bukszpan), tutaj mamy lipę, która była bardzo popularnym drzewem wśród wiejskich artystów i rzemieślników. Bardzo możliwe, że osoba, która wykonała klocki, zajmowała się też obróbką drewna na co dzień. Możliwe, że oprócz wykonywania narzędzi i przedmiotów codziennego użytku wykonywała też figurki do kapliczek, może rzeźbiła drewniane krzyże cmentarne.
Warto się zastanowić nad tym, co powoduje, że tak zwany „ludowy drzeworyt” jest dziś cennym dziełem. Otóż głównym aspektem definiującym wartość sztuki jest jej naturalność, wynikająca z poziomu artystycznego. Nie chodzi tutaj o wystawianie oceny, która definiuje idealizm i idealne odwzorowanie, ale nieświadome wykonanie, jak najlepiej się potrafi, danego dzieła, w którym może i jest wiele niedoskonałości, ale to one tworzą ten unikalny styl, ekspresję wnętrza artysty. Jest to szczery wysiłek artystyczny, to samodzielne opracowanie tematu. Ten nieświadomy prymitywizm sztuki ludowej, jest jej największą wartością, takie dzieło ma nieodparty urok. Wielu profesjonalnych artystów próbuje udawać prymitywizm, co daje od razu widzialną nieszczerość w przekazie, czyli emanuje fałszem. Tymczasem ludowizna pokazuje nam, czym jest naturalna sztuka, która niewiele się zmieniła od średniowiecza. Nieskażona przez intelekt, płynąca prosto z duszy, bez kagańca wypracowanego w akademiach, ma szansę pokazać się sztuka czystej formy. Chyba nie ma się co dziwić, że to właśnie syn Stanisława Witkiewicza, opracował najważniejszą teorię estetyki w Polsce w XX wieku, czyli „Czystą Formę”. Filozofia Witkacego zakładała, że postępująca kultura masowa, mechanizacja i przyśpieszenie trybu życia, zabija zdolność do pojmowania w głębszy sposób sztuki i odczuwania głębszych uczuć. Uważał, że kiedyś sztuka dawała możliwość obcowania z tajemnicą, teraz wszystko jest płytkie, stąd trzeba odejść od idealizmu i wstrząsnąć niezwykłą formą. Cóż nadaje się lepiej do tego, jak właśnie drzeworyt płazowski? Drzeworyty te przedstawiają niedoskonałą boską twarz i wizerunki świętych. Trzeba dużej wiedzy i inteligencji, wrażliwości i tolerancji, zrozumienia drugiego człowieka, jego niedoskonałości, akceptacji jego słabości, indywidualności z nich wynikających, by zachwycić się czystą formą drzeworytu. Roztocze jest jak drzeworyt płazowski, pod czymś teoretycznie mało spektakularnym znajduje się coś unikalnego i magicznego.

Dawno temu zachwycał się tą prostą esencją rzeczywistości i czystą formą Roztocza św. brat Albert, który założył w okolicy Werchraty pierwszą swoją pustelnię w 1891 roku. W tym też roku, drzeworyt płazowski trafia do izby eksponatów z ludowizną, „Chaty Dembowskich” w Zakopanem. Stanisław Witkiewicz ulega fascynacji ludowizną, oglądając eksponaty u Dembowskich. Znał się on z bratem Albertem – Adamem Chmielowskim (w 1870 roku, Adam rozpoczął studia na akademii sztuk pięknych w Monachium, tam zaprzyjaźnił się z wieloma sławnymi artystami: Stanisławem Witkiewiczem, Józefem Chełmońskim, Aleksandrem Gierymskim, Leonem Wyczółkowskim i innymi wielkimi nazwiskami tego okresu).

Sądzę, że brat Albert musiał się natknąć wtedy na odbitki drzeworytu w kapliczkach, cerkwiach, kościołach, w domostwach. Może zbieg okoliczności sprawił, że podczas rozmów ze Stanisławem Witkiewiczem, zainteresował tego fascynata kultury ludowej obrazkami, wyglądającymi na średniowieczne drzeworyty. Może tutaj można szukać tego początku „natrafienia na drzeworyt płazowski”. Już nieużywane, zakurzone i brudne klocki, czekały na swój koniec, zostały jednak wyciągnięte ze strychu i przekazane kolekcjonerce. Były wyeksponowane w willi „Chata” w Zakopanem. Podziwiać je mogli jej goście, którymi byli najznamienitsi ludzie kultury tego okresu, tacy jak: Henryk Sienkiewicz, Stefan Żeromski, Tytus Chałubiński i inni.

Fotografia przedstawia willę Dembowskich „Chata” w Zakopanem, obecnie nie istnieje. Autor fotografii Witkiewicz. [3]

Z czasem, po śmierci Marii Dembowskiej, do swojej kolekcji zdobył 11 klocków Józef Mehoffer, który był zafascynowany drzeworytami z Płazowa. Stanisław Witkiewicz, widząc unikalność tych klocków, rozsyłał odbitki z nich do różnych naukowców, zajmujących się etnografią, powodując, że zaczęli dogłębniej badać tę dziedzinę sztuki.

Parafrazując klasyka związanego z historią trunku z 1824 roku, związaną z single malt, od którego wszystko się zaczęło:

drzeworyt płazowski, od którego wszystko się zaczęło

Dokładnie 190 lat temu, jak mówi najstarsza inskrypcja z datą na płazowskim drzeworycie, pojawiły się pierwsze odbitki z tych klocków na Rozotoczu. Nowoczesne formy druku niestety wyparły go, zaniknął całkowicie. Już nie zdobi naszej przestrzeni, nie nadaje jej unikalności. Stał się rarytasem w kilku muzeach, które posiadają jego oryginalne odbitki i w tym najważniejszym miejscu, w Muzeum Etnograficznym w Krakowie, które może się poszczycić ekstrawaganckim rarytasem kolekcjonerskim – oryginalnymi klockami z drzeworytem płazowskim! Do dziś przetrwało niewiele klocków z drzeworytami. Są to zazwyczaj pojedyncze sztuki. Tymczasem w Krakowie znajduje się największa tego typu kolekcja w jednych rękach, 13 oryginalnych klocków z 22 obrazami, ponieważ niektóre są rytowane z dwóch stron.

Czy to koniec? Dalej te niezwykłe drewniane obrazy historii będą sobie tkwić tylko w zimnych murach muzeów? Na pewno nie! Zaczyna się proces powrotu drzeworytu i Czystej Formy na Roztocze. W 190 rocznicę powstania drzeworytu płazowskiego, zainspirowany nim artysta ludowy, Józef Lewkowicz, zainicjował proces powrotu na łono Roztocza tej niezwykłej sztuki.

fot. Anna Serkis-Wojtowicz

 

[1] Tygodnik Illustrowany. Seria 3, t.6, nr 152 (23 listopada 1878), źróło drzeworytu Albrecht Dürera: polona.pl

[2] Teka Drzeworytów Ludowych Dawnych, Zygmunt Łazarski – cyfrowe.mnw.art.pl

[3] Fotografie pochodzą ze strony polona.pl

 

Opracowanie tematu – Grzegorz Ciećka

Kategorie
Artykuły

Władysław Skoczylas – twórca polskiej szkoły drzeworytu

Władysław Skoczylas był malarzem, grafikiem, rzeźbiarzem i pedagogiem. Jego zainteresowanie szczególnie nakierowywało się na drzeworyt. Fascynował się tą sztuką. Był pod wrażeniem ludowych drzeworytów, takich jak tych pochodzących z Płazowa (TUTAJ jego praca na ten temat z 1933 roku). Starał się je badać i opisywać. Skoczylas dzięki pracy twórczej, badawczej i pedagogicznej, związanej z drzeworytem, dorobił się miana „twórcy polskiej szkoły drzeworytu”. Jego dzieła rozsiane są po muzeach na całym świecie.

Autoportret Władysława Skoczylasa 1913 rok – polona.pl

Drzeworyt autorstwa Władysława Skoczylasa – Zniszczenie, 1915 rok – polona.pl

Kategorie
Artykuły

Jedyny znany kolorowy drzeworyt płazowski i obrazek z nepomukiem na klocku

Muzeum Mazowieckie w Płocku, posiada w swoich zbiorach ciekawy eksponat, jest to kolorowana odbitka jednego z drzeworytów płazowskich. Wszystkie inne są czarno białe. Drzeworyt był kolorowany farbami transparentnymi: niebieską, błękitną, różową, ugrową, żółtą i cielistą. Zobaczyć tę odbitkę można na stronie z drzeworytami TUTAJ.

Pani Beata Skoczeń Marchewka, opisała na stronie drzeworyty.eu ciekawy przykład, związany z jednym z drzeworytów płazowskich. Na Ukrainie udało się odnaleźć taką samą odbitkę z drzeworytem w lustrzanym odbiciu, jak ta pochodząca z Płazowa, poczytajcie o tym znalezisku TUTAJ.

Jednym z najciekawszych odkryć, jakie w 2011 roku podczas konserwacji jednego z klocków płazowskich udało się dokonać, to obrazek na tyle drzeworytu. Namalowany został farbami olejnymi i przedstawia św. Jana Nepomucena. Zobaczcie go na stronie TUTAJ.

Kategorie
Artykuły

Gdzie można znaleźć oryginalne odbitki z drzeworytu płazowskiego?

Praktycznie wszystkie dostępne dziś oryginalne odbitki, wykonane zostały w okresie, gdy klocki znalazły się w kolekcji Marii Dembowskiej. Dzięki temu, znajdziemy je w wielu ważnych dla polskiej kultury instytucjach.

Oryginalne klocki i także najwięcej oryginalnych odbitek posiada w swojej kolekcji Muzeum Etnograficzne w Krakowie. Pozostałe znane znajdują się w takich instytucjach jak:

Muzeum Narodowe w Warszawie
Muzeum Narodowe w Krakowie
Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie
Muzeum Tatrzańskie im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem
Muzeum Częstochowskie
Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie
Muzeum Mazowieckie w Płocku
Muzeum Diecezjalne w Tarnowie
Muzeum im. prof. Stanisława Fischera w Bochni
Muzeum Sztuki Ludowej w Otrębusach
Muzeum Narodowe w Poznaniu. Oddział Muzeum Etnograficzne
Biblioteka Narodowa
Biblioteka Jagiellońska w Krakowie
Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu
Polska Akademia Nauk. Biblioteka Gdańska
Muzeum Książąt Lubomirskich w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Wrocławiu
Pracownia Zbiorów Muzealnych Instytutu Historii Sztuki KUL
Fundacja XX. Czartoryskich w Krakowie

źródło: baza drzeworytów na stronie – drzeworyty.eu